Wydawać by się mogło, że kurz po referendalnej bitwie w Krakowie już opadł, Aleksander Miszalski pożegnał się z urzędem i to koniec historii, ale jest zupełnie odwrotnie. Wkraczamy bowiem w okres najważniejszych decyzji i rusza giełda nazwisk kandydatów do objęcia stanowiska prezydenta Krakowa. Co czeka miasto w najbliższych miesiącach?
W ciągu kilku dni premier Donald Tusk ogłosi, kto będzie pełnił funkcję komisarza zarządzającego Krakowem do czasu wyboru nowego prezydenta. Nieoficjalnie mówi się, że zadanie to zostanie powierzone dotychczasowemu wiceprezydentowi Stanisławowi Kracikowi, co wydaje się być naturalnym wyborem. To człowiek, który w przeszłości sprawdził się m.in. na stanowisku wojewody małopolski, a jednocześnie posiada wiedzę na temat bieżących wydarzeń w mieście. Jest więc szansa, że unikniemy chaosu i Kraków nie stanie w miejscu oczekując na ogłoszenie przedterminowych wyborów prezydenckich.
Giełda nazwisk ruszyła
O następcach Aleksandra Miszalskiego mówiło się już właściwie od momentu, gdy było wiadomo, że udało się uzbierać wymaganą liczbę podpisów do zorganizowania referendum. Choć obóz byłego już prezydenta uparcie twierdził do samego końca, że referendum nie będzie ważne z powodu braku frekwencji, a później przekonywał, że krakowianie obronią prezydenta, od początku było wiadomo, że sondaże dotyczące ew. wyniku referendum nie mogą mylić się aż tak bardzo. Nic więc dziwnego, że w mieście co rusz pojawiały się kolejne nazwiska potencjalnych kandydatów, którzy mogliby zastąpić Miszalskiego. Na giełdzie nie mogło zabraknąć Łukasza Gibały, który przez wielu nazywany jest już wiecznym kandydatem – próbował już kilkukrotnie swoich sił w wyborach prezydenckich, ale za każdym razem brakowało zaufania ze strony mieszkańców i trudno spodziewać się, by i tym razem było inaczej. W gronie osób, które mogłyby wystartować w wyborach wymieniano również obecnego marszałka województwa małopolskiego Łukasza Smółkę z PiS, który jest politykiem młodego pokolenia, udowodnił że radzi sobie na stanowisku marszałka i mógłby przekonać do siebie część mieszkańców – szczególnie tych skupionych wokół szeroko pojętej prawicy. Sympatycy Prawa i Sprawiedliwości najchętniej widzieliby w roli kandydatki Małgorzatę Wassermann, która już w przeszłości uzyskiwała doskonałe wyniki wyborcze w Krakowie, ale ta nie ma przejawiać ochoty do wystartowania w wyścigu o fotel prezydenta Krakowa. Nieoficjalnie mówi się o tym, że chrapkę na objęcie stanowiska prezydenta Krakowa ma Ireneusz Raś, obecny wiceminister sportu i turystyki sympatyzujący z Polskim Stronnictwem Ludowym. To polityk z wieloletnim doświadczeniem, krakowianin, ale do tej pory nie dał się poznać mieszkańcom ze sprawczości czy wyraźnych działań na rzecz miasta. Niewątpliwie jednym z najmocniejszych kandydatów byłaby Monika Piątkowska z Koalicji Obywatelskiej, które obecnie pełni mandat Senatora Rzeczpospolitej. Posiada wieloletnie doświadczenie pracy w Urzędzie Miasta Krakowa, zna strukturę miasta, jest aktywna społecznie i już jakiś czas temu zapoczątkowała “Piątki z Piątkowską” – spotkania z mieszkańcami Krakowa, na których poruszane są problemy poszczególnych dzielnic. Istotne może być również to, jak już kilkukrotnie w jej sprawie wypowiadał się były prezydent Jacek Majchrowski, który wskazywał na nią, jako najlepszego kandydata do objęcia tej funkcji. Grono kobiet mogących starać się o fotel prezydenta uzupełni zapewne Daria Gosek-Popiołek z Lewicy, która startowała już w poprzednich wyborach, ale w konserwatywnym Krakowie raczej trudno mówić o sukcesie kogoś z lewej strony sceny politycznej.
Wynik referendum ma znaczenie
Wynik referendum prezydenckiego, to nie tylko odwołanie Aleksandra Miszalskiego. To też konkretna decyzja ws. Rady Miasta Krakowa, która obroniła się, bo podczas referendum nie osiągnięto minimalnego progu frekwencji dla odwołania rajców. To nie tylko wielki oddech dla obecnych radnych, ale też bardzo ważny aspekt, który powinni wziąć pod uwagę mieszkańcy Krakowa podczas wyborów. Nie jest bowiem tajemnicą, że za referendum stoi środowisko zgromadzone wokół Łukasza Gibały. Ten też niewątpliwie miałby ogromną ochotę na rozgoszczenie się w fotelu prezydenta Krakowa. Pojawia się jednak pytanie, w jaki sposób wyglądałaby przyszłość Krakowa i proces decyzyjny, gdyby to rzeczywiście Gibała był prezydentem, ale nie miałby poparcia Rady Miasta Krakowa, gdyż to właśnie do tej należy ostatni głos w najważniejszych dla miasta sprawach. Mogłoby to oznaczać totalną blokadę decyzji dot. budżetu, inwestycji, komunikacji miejskiej czy ogólnie pojętego rozwoju Krakowa. Idąc tym tokiem myślenia naturalnym kandydatem byłaby więc Monika Piątkowska z Koalicji Obywatelskiej, która mogłaby we współpracy z radą nadać miastu nowy kierunek rozwoju i wyjścia z problemów w których obecnie znajduje się Kraków. Piątkowska mogłąby z pewnością liczyć na poparcie szerokiej koalicji rządowej z PSL’em na czele, choć na ten moment trudno powiedzieć, czy byłaby wspólnym kandydatem ponad partyjnymi podziałami i to już w pierwszej turze wyborów. Na jej korzyść z pewnością działa ogromne doświadczenie urzędnice, biznesowe czy poliyczne oraz dotychczasowe poglądy choćby w temacie Strefy Czystego Transportu. To właśnie Piątkowska krytykowała wprowadzany w Krakowie kształt SCT i mówiła, że rozwiązanie powinno być mniej restrykcyjne, co nie zawsze spotykało się z zadowoleniem i zrozumieniem w wewnętrznych kręgach małopolskiej Koalicji Obywatelskiej.
Nie ulega wątpliwości, że zbliżające się wybory na prezydenta Krakowa, mogą być historyczną chwilą dla miasta, które z ogromnym deficytem znalazło się na potężnym zakręcie. Problemów do rozwiązania jest sporo – od kwestii Strefy Czystego Transportu, komunikacji miejskiej, mieszkalnictwa po rynek pracy, który zdaniem specjalistów w perspektywie najbliższych lat może być dla Krakowa największym wyzwaniem. Miasto traci bowiem co rusz ogromne korporacje, które przecież stanowiły jeden z głównych elementów rozwoju miasta. Teraz firmy te szukając niższych kosztów pracowniczych uciekają do Indii bądź stawiają na rozwój sztucznej inteligencji, a w Krakowie przybywa młodych i zdolnych do pracy bezrobotnych, co będzie miało przełożenie na całą tkankę miejską w kolejnych latach.


