Jeśli ktoś liczył, że po odwołaniu w referendum prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego miasto zacznie wychodzić na prostą, to był w dużym błędzie. Miszalskiego w magistracie już nie ma, ale problemy pozostały, a nawet pojawiają się nowe. Przy okazji na próżno w politycznym kalendarzu szukać terminu nowych wyborów, które miałyby wyłonić nowego gospodarza Krakowa. Są za to kandydaci, a w śród nich krakowska senator Monika Piątkowska.
Ostatnie dni pokazują, że ogromne zadłużenie miasta czy niezadowolenie mieszkańców z SCT, to tylko wierzchołek góry problemów, które czekają na nowego prezydenta?
Monika Piątkowska: Rzeczywiście. Wszyscy myśleliśmy, że doskonale wiemy, z czym boryka się dziś Kraków, a ja byłam przekonana, że prezydent i jego otoczenie kontrolują to, co dzieje się w mieście. Dziś już wiemy, że tej kontroli w niektórych obszarach chyba zabrakło i stąd też mój wniosek do komisarza miasta Stanisława Kracika o pilną interwencję oraz wyjaśnienia w sprawie umów dla jednej ze spółek. Miasto znajduje się w ciężkiej sytuacji finansowej i odpowiedzialne zarządzanie środkami to obowiązek prezydenta.
Mówimy jednak o prezydencie z Pani środowiska politycznego, to duży problem?
MP: Nie patrzę na to w ten sposób, bo na przestrzeni wielu lat swojej działalności samorządowej czy politycznej współpracowałam z wieloma środowiskami politycznymi i żadna legitymacja partyjna nie zmienia mojego podejścia do uczciwości czy tego, że po prostu na sercu leży mi dobro Krakowa, bo jestem jego mieszkanką. Sprawa powinna być jak najszybciej wyjaśniona, a jeśli doszło do nieprawidłowości, to wobec odpowiedzialnych osób, powinny być wyciągnięte konsekwencje. Jeśli zależałoby to ode mnie, nie miałabym z tym żadnych problemów bez względu na to, kim jest osoba, która zawiniła, bo takim jestem człowiekiem – co nie zawsze wszystkim się podoba, bo wiedzą, że Piątkowska się nie ugnie.
Zmieniając temat, potencjalne wybory nagle uaktywniły wielu potencjalnych kandydatów – bo nie ogłoszono jeszcze terminu wyborów na prezydenta Krakowa. To magia?
MP: To problem wielu wyborów i wielu polityków, którzy uaktywniają i pokazują się wtedy, gdy trzeba powalczyć o głosy wyborców. Ja staram się dobrze wykonywać obowiązki senatora, które powierzyli mi krakowianie i od miesięcy spotykam się z nimi w każdy „Piątek z Piątkowską”. Jestem w poszczególnych dzielnicach, rozmawiam z mieszkańcami o potrzebach i problemach występujących w ich najbliższym otoczeniu, a później staram się działać w tych sprawach czy to na szczeblu centralnym czy samorządowym. Jestem społecznikiem dlatego nie umiem usiedzieć w miejscu, kiedy np. pojawiają się skandaliczne propozycje poprowadzenia trasy S7 i dlatego też zaangażowałam się w ten temat. Już w trakcie kampanii przed wyborami do Senatu mówiłam też o tym, że Strefa Czystego Transportu powinna obowiązywać w zdecydowanie węższym zakresie niż to proponował prezydent Miszalski.
Zatrzymajmy się tu na chwilę – nagle wszystkim się SCT nie podoba, nawet tym, którzy przecież za nią głosowali, a dziś nagle mówią o tym, że gdyby byli prezydentem, to strefę nawet zlikwidują.
MP: To już krakowianie powinni sami ocenić i wyciągnąć wnioski, jak działają na co dzień ci, którzy chcą decydować o przyszłości naszego miasta. Ja nie mam tu sobie nic do zarzucenia, bo konsekwentnie uważam, że obecny kształt Strefy Czystego Transportu jest skandaliczny i oderwany od rzeczywistości. Na likwidację SCT nie pozwala dziś prawo, ale za to można ją bardzo wyraźnie ograniczyć. My musimy wrócić do tego, jak kształtowaliśmy pozycję Krakowa przed laty. Jako z jednej strony miasto dbające o kulturę, zabytki, nasze dziedzictwo, ale z drugiej jako ośrodek dysponujący doskonałą kadrą młodych, zdolnych ludzi, którzy rok rocznie opuszczają mury naszych uniwersytetów i uczelni wyższych. Niewykorzystanie tego potencjału do rozwoju gospodarczego miasta jest głupotą. W efekcie coraz więcej firm ucieka z Krakowa i stracimy to, na co pracowaliśmy latami. Tymczasem za rogiem stoi już AI i zamiast patrzeć na to jedynie jako na zagrożenie, możemy wykorzystać potencjał i stanąć w centrum rozwoju technologii pod Wawelem. Mamy wszystko, co potrzeba by tak było.
Problemów jest chyba więcej. Wmówiono nam, że będziemy mieli metro, mieszkańcy narzekają na drogi transport, o tym wszystkim mówi się na mieście i na spotkaniach ze znajomymi.
MP: Miasto od lat się rozrasta i nie ulega wątpliwości, że metro jest nam potrzebne do dalszego rozwoju, ale po kolei i bez szalonych obietnic. Wielokrotnie mówiłam, że harmonogram dotyczący realizacji metra w Krakowie moim zdaniem jest – delikatnie mówiąc, zbyt optymistyczny. Najważniejsze, by zabezpieczyć na ten cel środki, ale tego nie da się zrobić bez dobrej współpracy z rządem i jego przedstawicielami. Tu trzeba bywać, rozmawiać, przekonywać i po prostu ten temat wypracować i wychodzić. Nie da się tego zrobić zza biurka w Krakowie albo wysyłając jakichś swoich współpracowników. Uważam, że w tym temacie nie zrobiono wszystkiego co się dało, by mówić o realnych środkach i konkretnych kwotach zarezerwowanych na budowę metra. To jedno. Drugie to wysokie koszty transportu w Krakowie. Z jednej strony mówimy o ciągłej redukcji zanieczyszczeń w Krakowie, wprowadzany restrykcyjną Strefę Czystego Transportu, a z drugiej podnosimy ceny biletów – jak mamy się czuć jako mieszkańcy? Nie podoba mi się to i po raz kolejny wrócę do kwestii przywrócenia Krakowa dla mieszkańców. Mamy ogromne możliwości pozyskania pieniędzy choćby dzięki opłacie turystycznej i powinniśmy wykorzystywać takie źródła właśnie po to, by minimalizować koszty, które potem przerzucamy na krakowian. Jednakże podkreślam, że drogę rozwoju Krakowa i jego strategicznych inwestycji powinien wytyczyć nowo wybrany przez krakowian prezydent. Nie jest to z pewnością rola komisarza wyznaczonego przez Premiera. Przestrzegam też przed próbą dokonywania zmian tylnymi drzwiami w najważniejszych dokumentach planistycznych miasta w czasie gdy nie ma w Krakowie obdarzonego mandatem Prezydenta. Mówię jasno, po dniu referendum nie wolno nikomu wprowadzać bez odpowiedniego trybu żadnych zmian w projektach dokumentów strategicznych. Jeśli ktoś w tych trudnych dla Krakowa czasach będzie przy tym majstrował poniesie konsekwencje i to niezależnie od swojego statusu.
Pierwszy prezydent Krakowa kobieta – nie boi się Pani, że to zbyt duże obciążenie, kierowanie takim miastem jak Kraków?
MP: Nie wiem w czym Kraków jest gorszy od Warszawy, Łodzi czy Trójmiasta. Odpowiadając wprost nie boję się, bo jestem do takiego zadania dobrze przygotowana. Przez lata pracowałam w krakowskim magistracie opracowując wiele strategii i zadań, które przekładały się na dynamiczny rozwój Krakowa. Zebrałam też ogromne doświadczenie w biznesie, w pracy i polityce samorządowej oraz parlamentarnej. Wypracowałam doskonały kontakt i relacje z wieloma środowiskami politycznymi, dlatego też nie boję się takiej współpracy. Najważniejsza sprawa, to jednak dobro Krakowa, który znalazł się – choćby ze względu na problemy finansowe, na dużym zakręcie. My dziś nie możemy pozwolić sobie na stracenie trzech lat w przypadku, gdyby miasto przejął ktoś, kto będzie miał problem z przekonaniem do siebie Rady Miasta Krakowa. Bez współpracy na linii prezydent-rada, grozi nam paraliż decyzyjny, a dla Krakowa to jak zaciągnięcie hamulca ręcznego. Nie mamy na to czasu, bo miasto musi działać, rozwijać się i dbać o komfort życia jego mieszkańców.
A te dobre kontakty i współpraca z wieloma partiami w przeszłości, to nie jest obciążenie?
MP: Jak to, że zawsze byłam wierna swoim zasadom i potrafiłam iść swoją drogą oraz szeroko współpracować może być obciążeniem? To dowód na to, że mam swoje przekonania, wyznawane przez siebie wartości którym od lat jestem wierna. Przynależność partyjna w odniesieniu do polityki samorządowej nie ma żadnego znaczenia. Kraków jest moim miastem, w którym żyję i z którym się utożsamiam. Trudno więc żebym idąc na stanowisko prezydenta Krakowa działała na niekorzyść miasta i jego mieszkańców, bo jestem jedną z nich. Nie mam zawodu polityk i jestem dumna z tego, że udało mi się przez lata wypracować sobie pozycję człowieka z twardym kręgosłupem, który działa w oparciu o konkretne dane i opinie specjalistów, a nie o znajomości, bo jestem tu gdzie jestem dzięki ciężkiej pracy, a nie układom.
Dziękuję za rozmowę.
MP: Dziękuję.


