Kampania Bartosza Bocheńczaka może zakończyć się jeszcze przed wejściem na właściwą wyborczą prostą. Kandydat Konfederacji złożył niemal 5 tys. podpisów poparcia, ale po ich weryfikacji liczba prawidłowych ma być niższa niż wymagane 3 tys. Sławomir Mentzen nie czekał na formalne zakończenie procedury – nazwał sytuację “kompromitacją” i odwołał Bocheńczaka z funkcji prezesa krakowskiego okręgu.
Prawie 5 tysięcy podpisów, a może zabraknąć do wymaganych 3 tysięcy
Aby znaleźć się na karcie do głosowania w przedterminowych wyborach na prezydenta Krakowa, kandydat musi przedstawić co najmniej 3 tys. prawidłowych podpisów mieszkańców posiadających czynne prawo wyborcze.
Sztab Bartosza Bocheńczaka deklarował zebranie niemal 5 tys. podpisów. Problem pojawił się podczas ich weryfikacji. W ciągu dnia media informowały początkowo o około 2950 prawidłowych podpisach, jednak później LoveKraków podał, że po sprawdzeniu za prawidłowe uznano 2867, czyli o 133 za mało. Komisja miała nadal ponownie analizować część zakwestionowanych list.
Na moment publikacji formalna sytuacja Bocheńczaka nie jest jeszcze tak jednoznaczna, jak sugerowały pierwsze doniesienia. W Biuletynie Informacji Publicznej Miejskiej Komisji Wyborczej opublikowano 7 września uchwałę o odmowie rejestracji Mariana Banasia, ale nie ma jeszcze analogicznej uchwały dotyczącej Bocheńczaka. Według najnowszych informacji ostateczne rozstrzygnięcie jego sprawy ma nastąpić we wtorek.
Mentzen: “Nie mogę nie wyciągnąć konsekwencji z tej kompromitacji”
Na oficjalny finał nie czekał jednak Sławomir Mentzen. Lider Nowej Nadziei bardzo ostro ocenił sytuację krakowskich struktur.
- “Przy całej mojej sympatii do Bartosza Bocheńczaka, podziwie dla wielkiego zaangażowania w kampanię w Krakowie oraz wdzięczności za perfekcyjne wykonywanie funkcji szefa sztabu mojej kampanii prezydenckiej, nie mogę nie wyciągnąć konsekwencji z tej kompromitacji” – napisał Mentzen.
Bocheńczak został odwołany z funkcji prezesa okręgu krakowskiego. Mentzen zawiesił również osoby pełniące funkcje w lokalnych strukturach, a ich sprawy skierował do Sądu Partyjnego, który ma ustalić indywidualną odpowiedzialność za błędy przy zbieraniu podpisów.
Lider ugrupowania nie ukrywał rozczarowania. W swoim wpisie określił sytuację także jako “katastrofę” i przyznał, że wielomiesięczny wysiłek działaczy, wolontariuszy i samego kandydata został “widowiskowo zmarnowany”.
Tysiące podpisów odrzuconych
Według Mentzena lokalne struktury zebrały około 5 tys. podpisów, jednak ponad 2 tys. miało zostać zakwestionowanych. Jednym z problemów miało być błędne wpisywanie danych dotyczących miejsca zamieszkania.
Mentzen przyznał, że zasady dotyczące zbierania podpisów uważa za niepotrzebnie skomplikowane, ale jednocześnie zaznaczył, że nie może to być usprawiedliwieniem dla sztabu. Jak argumentował, inni kandydaci potrafili spełnić wymagania i skutecznie przejść procedurę rejestracyjną.
Kandydat Brauna poradził sobie z rejestracją
Sytuacja jest dla Konfederacji szczególnie kłopotliwa również z politycznego punktu widzenia. W poniedziałek Miejska Komisja Wyborcza zarejestrowała bowiem Michała Klimka, kandydata Konfederacji Korony Polskiej związanej z Grzegorzem Braunem.
Jeśli Bocheńczak ostatecznie nie zostanie dopuszczony do wyborów, ugrupowanie Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka pozostanie bez własnego kandydata w walce o urząd prezydenta Krakowa, podczas gdy kandydat środowiska Brauna znajdzie się na karcie do głosowania.
Dla Konfederacji byłby to wyjątkowo bolesny finał kampanii, która trwała od wielu tygodni. Bocheńczak organizował spotkania i festyny w kolejnych dzielnicach, a jego kandydaturę osobiście wspierał Mentzen. Jeszcze dzień przed problemami z rejestracją prowadził normalną kampanię wyborczą.
Ostateczna decyzja we wtorek
Na dziś pewne jest jedno – według dotychczasowej weryfikacji Bocheńczak nie ma wymaganych 3 tys. ważnych podpisów. Komisja nadal sprawdza jednak część dokumentacji i formalna uchwała dotycząca jego kandydatury nie została jeszcze opublikowana w BIP.
Sławomir Mentzen najwyraźniej nie wierzy już jednak w pozytywny finał. Jeszcze przed ostateczną decyzją komisji przeprowadził czystkę w krakowskich strukturach i sam nazwał całą sytuację “kompromitacją”.
Jeżeli wtorkowa decyzja potwierdzi brak wymaganej liczby podpisów, Bartosz Bocheńczak nie znajdzie się na karcie do głosowania 27 września.


